Kolejne spotkanie naszego wspaniałego koła odbędzie się 29 XI o godz 18.00 w sali 281. Podczas niego podsumujemy OSKNF. Przygotujcie się na bycie oczyszczonym.

A teraz kontynuacja podróży przez fantastyczne wizje. Tym razem w innej scenerii.

Czy znajdzie się dla mnie woda,
gdy mój statek przybije do portu?

„Lancelot” – niszczyciel klasy Lambda dryfował w ciszy kosmicznej pustki. Jego załoga była już zmęczona niemal roczną misją, która miała doprowadzić ludzkość do znalezienia planety, na której będzie mogła się osiedlić. Przenosiny były konieczne. Mimo największych poświęceń i wysiłków Wróg pozostawał jak dotąd niepokonany. Ba, nikt się mu jeszcze dobrze nie przyjrzał.

Powszechnie uważano, że spośród 12 pojazdów wysłanych w gwiazdy, to „Lancelot” osiągnie sukces. Nie do końca wiadomo skąd powstało takie przekonanie. Wszak „Artur” był dowodzony przez drobnego lecz odważnego admirała całej floty, „Galahad” zdążył wsławić się odkryciem największej lodowej komety znanej ludzkości a „Percival” miał załogę znaną ze swojej karności. Czasem twierdzono, że nadzieje związane z „Lancelotem” są wywołane przez postać jego kapitana. Ci, którzy go spotkali opowiadali, że błysk w oku Reigo Salaina zdawał się mówić, że dla jego jednostki nie ma rzeczy niemożliwych.

Czy gdy postawię żagle,
wiatr doprowadzi mnie do celu?

Niestety nadzieje pozostały płonne i „Lancelotowi” nie udało się znaleźć tego czego szukał. Teraz statek orbitował wokół gwiazdy typu K, czekając na spotkanie z „Ginewrą”. Był to najcenniejszy z pojazdów badawczych floty. Niósł na swoim pokładzie najwybitniejszych badaczy, którzy postanowili porzucić swoje życia, by zbadać nieznane rejony kosmosu. Zadanie eskortowania „Ginewry” podczas powrotu do Układu Słonecznego stanowiło wyraz zaufania admirała wobec kapitana „Lancelota”. Salain stał przy iluminatorze i obserwował gwiazdę, gdy z głośników otrzymał powiadomienie o pojawieniu się w okolicy innej jednostki.

Chłodna woda
i przyjazny wiatr.

„Ginewra” pełnym gracji i wyczucia manewrem zbliżała się. Powoli wynurzała się z ciemności. Już po chwili można było zobaczyć elipsoidyczny mostek, tuż za którym znajdowały się kwatery załogi połączone w długą „wieżę” zakończoną pięcioma cylindrami silników. Smukła sylwetka „Ginewry” wyraźnie odcinała się na tarczy pomarańczowego słońca. Salain zamarł. Przez chwilę wydawało mu się, że poczuł woń jaśminu. Skąd jaśmin na jego statku? Kapitan szybko odrzucił tę myśl. Czekało go wiele pracy. Miał nadzieję, że spokojnie powrócą na spotkanie zresztą statków. Tam ustalą jakie kroki podejmą w przyszłości.

Oto czego mi potrzeba.

(G)